Nowość

Posted: sobota, 6 listopada 2010 by Anonimowy in
0

W co wierzy Pokolenie JC?
Podstrona specjalnie dla tych, którzy jeszcze się nad tym zastanawiają ;)

Nasze nagrania
Znajdziecie tu dużo poważnych i całkowicie niepoważnych nagrań wideo naszego autorstwa.

Share


Czy intronizacja Jezusa na Króla Polski może coś zmienić?

Posted: czwartek, 4 listopada 2010 by Anonimowy in Etykiety: ,
4


Na początek pewna historia, która wydarzyła sie naprawdę.

Pewien Hindus, studiujący prawo w RPA zetknął się z wiarą chrześcijańską. Studiował Biblię oraz nauczania Jezusa i poważnie myślał o zostaniu chrześcijaninem. Zadecydował więc uczestniczyć w nabożeństwie kościelnym. Gdy tylko wszedł po schodach dużego kościoła, do którego zamierzał pójść, biały południowo afrykański przywódca kościoła nie dopuścił go do drzwi. “Gdzie Ty sobie wyobrażasz, że idziesz Kafrze?” mężczyzna spytał studenta podniesionym tonem. Ten odpowiedział, “Chciałbym wziąć tu udział w modlitwie”. Przywódca kościoła warknął na niego, “Nie ma miejsca dla Kafrów w tym kościele. Wyjdź stąd lub karze moim asystentom zrzucić cię ze schodów”.
Wiele lat później ów student w bolesny dla chrześcijaństwa sposób zauważył rozbieżność pomiędzy Chrystusem z Pisma Świętego, a tym, jakiego prezentował przywódca kościelny: “Lubię waszego Chrystusa. Nie lubię waszych chrześcijan. Wasi chrześcijanie są tacy niepodobni do Waszego Chrystusa.” Tym studentem był Mohandas Gandhi, a przytoczona opowieść przywodzi mi na myśl pewne zjawisko, jakie obserwuję w Polsce.


Dnia 19 września tego roku odbyła się w Warszawie specyficzna manifestacja pod hasłem “Marsz dla Jezusa Chrystusa Króla Polski”. Zgromadziła ona około 2000 ludzi z różnych stron Polski. Wszyscy oni domagali się, aby władze państwowe i kościelne dokonały oficjalnej intronizacji Jezusa na Króla Polski. Akt ten miałby doprowadzić do uniknięcia potępienia ojczyzny przez Boga (wiążącego się z bliżej nieokreślonymi, ale tragicznymi klęskami, katastrofami, a nawet wojnami). W swych postulatach manifestujący opierali się na objawieniach Rozalii Celakównej , która w 1937 roku miała przepowiedzieć, że jeśli Polski rząd nie dokona intronizacji Jezusa, to dojdzie do wojny z Niemcami. Miała ona też rzekomo przewidzieć, że jeśli w przyszłości nie dojdzie do takich właśnie działań władz (Polski i innych narodów), nastąpi Trzecia Wojna Światowa i ogromny kataklizm, który zniszczy nieposłusznych. Ostoją się tylko te państwa, które dokonają intronizacji.

Po głębszym zbadaniu tematu okazuje się, że marsz, który odbył się w stolicy nie jest jedynym tego typu przedsięwzięciem. Różnego rodzaju skrajnie prawicowe stowarzyszenia i grupy prowadzą tego typu agitacje w innych miastach (np. Kraków) oraz inicjują wykłady i spotkania, na których promują swoją wizję rzeczywistości (bo nie chodzi jedynie o akt intronizacji, ale wiążącą się z nim unię państwa i kościoła, usunięcie “herezji”, “masonerii” itd.). Warszawska demonstracja była bardziej nagłośniona niż inne z powodu kontrowersji wokół krzyża stojącego jeszcze do niedawna na Krakowskim Przedmieściu. Choć tzw. “obrońcy krzyża” i zwolennicy intronizacji to niekoniecznie te same środowiska, to jednak można założyć, że zwykły Kowalski (a takich chyba jest najwięcej), patrząc z boku na całą sprawę wrzuca oba ruchy do jednego worka. Nurt ten w potocznej opinii (zwłaszcza wśród młodych ludzi) nosi już nawet prześmiewczą nazwę - “mohery” - i jest kojarzony z budzącą nieraz mieszane uczucia działalnością Radia Maryja. Dodatkowo po zapoznaniu się z ideologią grup agitujących za intronizacją (choćby na ich stornach internetowych) okazuje się, że to co wysuwa się na pierwszy plan, to absolutne podporządkowanie prawa, obyczajowości i edukacji jednemu sposobowi myślenia. Religijny totalitaryzm, a wszystko “w imieniu Jezusa”. Wyłania się więc obraz dosyć odstraszający i zastraszający.

Nie chcę w tym miejscu wchodzić w polemikę z sensownością “intronizowania” kogoś, kto już Królem jest. Nie jest też moim zamiarem dyskusja nad rzeczywistą wartością uchwał państwowych dla życia duchowego i więzi z Bogiem pojedynczego obywatela. Tym zajęła się w jakimś stopniu sama Konferencja Episkopatu Polski pisząc: “Konferencja Episkopatu po raz kolejny odniosła się krytycznie do inicjatyw zmierzających do ogłoszenia Jezusa Królem Polski. Biskupi jednocześnie zwracają uwagę na potrzebę pogłębienia wiary w Jezusa Chrystusa, jako Króla Wszechświata i Pana dziejów. Przestrzegają przed sprowadzaniem królowania Jezusa do jednorazowego aktu intronizacji, który miałby rozwiązać wszystkie problemy. Sam Chrystus wzywa swoich uczniów do podejmowania krzyża i pójścia za Nim w duchu Jego królowania, które nie jest z tego świata (por. J 18,36)."

Podstawowa refleksja jaką budzą we mnie wspomniane wydarzenia dotyczy ich wpływu na stosunek Polaków do chrześcijaństwa. Zdaję sobie sprawę z faktu, że propagatorzy intronizacji mają szczere intencje i wierzą, że walczą za słuszną sprawę. Moje obawy dotyczą jednak tego, co widzi i myśli przytoczony juz “Jan Kowalski”, kiedy patrzy na działalność i język, jakiego używają te środowiska religijne? Czy budzą one w nim zachwyt nad Jezusem, czy może raczej zniechęcenie do wiary?

Patrząc na agresywną i krzykliwą postawę tych osób widzę raczej, że odnosi ona efekt odwrotny do zamierzonego. Zamiast wywyższenia Jezusa, coraz więcej ludzi zdaje się widzieć gorliwe chrześcijaństwo jako niebezpieczną, skrajną postawę, którą lepiej omijać z daleka. Nie jest to jednak reakcja na ewangelię – radosną wiadomość o Zbawicielu świata – ale raczej na wizerunek, jaki prezentują ludzie odwołujący się do tego Zbawiciela. Niestety Jan Kowalski może nie dostrzegać różnicy między jednym a drugim. Zaczyna wtedy mieć serdecznie dosyć gadania o Bogu, chodzenia do Kościoła i zwraca ostrze swojej krytyki przeciwko wszelkim przejawom pobożności.

Piszę te słowa jako osoba wierząca, której zależy na tym, aby ludzie mogli uwierzyć i poznać Jezusa. Dodajmy, takiego, jakim jest On przedstawiony w Piśmie Świętym – jedynym wiarygodnym źródle wiary. Kiedy oglądałem relacje z marszu ogarniał mnie ogromny smutek na myśl o tym, jaka będzie reakcja młodych ludzi na takie akcje. Czytając Biblię dostrzegam ogromną przepaść między Jezusem, którego tam poznaję, a tym, którego oni reprezentują swoją postawą. Ktoś może powiedzieć, że ludzie są niedoskonali i czym innym jest postawa tych osób, a czym innym jest sam Jezus, w którego imieniu występują. Jednak czy ktoś, kto nie czyta Pisma jest w stanie rozróżnić między jednym a drugim? A przecież niewiele osób rzeczywiście czyta tę księgę. Być może właśnie dlatego, że kojarzy im się z nudą i fanatyzmem lub wręcz z sekciarstwem.

Odpowiadając na pytanie postawione w tytule... Tak! Intronizacja może zmienić bardzo dużo. Marsze i manifestacje na rzecz intronizacji również mogą wnieść nową jakość do życie duchowego Polaków. Ale obawiam się, że nie taką, jaką chcieliby oglądać naśladowcy Jezusa.

W tym miejscu właściwym będzie zwrócenie się do Ciebie, Drogi Czytelniku. Czy może zbrzydła Ci religia? A może chrześcijaństwo wydaje Ci się nudne, nic nie wnoszące do życia? Jakie masz wyobrażenie o Jezusie Chrystusie i skąd je wyniosłeś? Czy na pewno znasz Jezusa Biblii? Jeśli już teraz masz swoje argumenty przeciwko i uważasz, że chrześcijaństwo nie jest dla Ciebie, to zastanów sie proszę nad tym, czy tak naprawdę nie polemizujesz lub odrzucasz czegoś (kogoś), co zostało ci w fałszywy sposób przedstawione. Życzyłbym Ci, abyś znalazł w sobie na tyle otwartości i odwagi, aby przeczytać Ewangelie w poszukiwaniu prawdziwego Jezusa. Otwartości, bo warto być gotowym na spotkanie do jakiego może dojść, kiedy będziesz czytał (i słyszał) słowa Jezusa. Odwagi, bo to może być radykalne i ekscytujące przeżycie!

Ad.1
A w zasadzie na własnej interpretacji tych objawień. Patrz http://info.wiara.pl/doc/633380.Nie-popadajmy-w-pesymizm 10-10-2010.

Autorem artykułu jest:- Radosny

Jeżeli chciał byś zadać nam jakieś pytanie lub po prostu pogadać pisz na: PokolenieJC@gmail.com

Share

Muzyka i Bóg w moim życiu

Posted: sobota, 30 października 2010 by KasiaK in Etykiety:
1

Kocham muzykę odkąd pamiętam. Od najmłodszych lat była ona obecna w moim domu - moja mama grała na pianinie, tata na harmonii i na gitarze, a na półkach było pełno winyli, głównie z muzyką klasyczną. Ja natomiast już jako mała dziewczynka bardzo lubiłam śpiewać, wymyślałam własne piosenki i marzyłam o tym, aby zostać śpiewaczką operową. Rozpoczęłam naukę w szkole muzycznej równolegle z rozpoczęciem szkoły podstawowej. Kiedy miałam 12 lat, moja mama powiedziała mi, że w Olsztynie są organizowane warsztaty muzyki gospel. Nie miałam pojęcia, co to jest. Mama wytłumaczyła mi, że to taka "murzyńska muzyka", coś jak w filmie "Zakonnica w przebraniu" ;) Wciąż nie rozumiałam dokładnie, o co jej chodzi, ale zabrałam ze sobą koleżankę i zgłosiłyśmy się na warsztaty. W sobotę rano rozpoczęliśmy naukę piosenek z przemiłym czarnoskórym instruktorem o głębokim, ciemnym głosie. Następnego dnia wieczorem około 100-osobowy chór powarsztatowy wykonał niesamowity, energetyczny koncert w kościele ewangelicko-augsburgskim. Właśnie wtedy muzyka gospel mnie porwała. Dlaczego? Po pierwsze - tylko śpiewając gospel możliwe jest nauczenie się 10 piosenek na 3-głosowy chór w ciągu 1,5 dnia. Po drugie - śpiewając gospel możesz wyśpiewać wszystkie swoje emocje, nie zwracając uwagi na fałsze czy pomyłki, po prostu najważniejsza jest atmosfera, a nie jakość. Po trzecie - śpiewanie gospel na scenie prawie nie różni się od śpiewania pod prysznicem - 0% stresu! Po czwarte - śpiewając gospel wiedziałam, że Bóg, dla którego śpiewamy, jest obecny między nami. I ten czwarty powód chyba był dla mnie najważniejszy. Czekałam cały rok na kolejne warsztaty. Znów przeżyłam masę uniesień, wzruszeń, radości i łez. A potem kolejny rok czekania na III warsztaty w Olsztynie. Warsztaty stały się dla mnie jak rekolekcje. Ogarniała mnie magia muzyki, magia koncertu finałowego (po którym zawsze był płacz i masa emocji), magia czarnoskórych instruktorów, którzy zawsze w tak niesamowity sposób opowiadali o Bogu, że zdawali się być wręcz aniołami, mającymi taki kontakt ze Stwórcą, jakiego nikomu z "białoskórych śmiertelników" nie uda się uzyskać... No i magia tej dziwnej obecności "Kogoś", kogo niby znałam z opowiadań mamy, katechetek i księży oraz z własnego doświadczenia, a jednak ta obecność była tak bardzo inna, niż wszystko, dotąd mi znane - ciepła, słodka, kojąca... Niestety, tylko na 2 dni warsztatów + ewentualnie parę dni po nich. Po trzeciej edycji warsztaty gospel w Olsztynie przestały być organizowane. Bardzo chciałam dołączyć do chóru gospel, który działał w LO1, ale nie udało się to z powodu braku czasu. Kiedy natomiast sama dostałam się do tego liceum, chór przestał działać, a w mojej głowie zaczęły pojawiać się nieśmiałe plany założenia nowego chóru gospel w mojej szkole. Słuchałam bardzo dużo gospelu, spisywałam nuty, rozmawiałam ze znajomymi, zachęcając ich do dołączenia do chóru, który miał powstać. Teraz, kiedy o tym myślę, stwierdzam, że musiało to być albo jakieś ponadnaturalne działanie, albo - szaleństwo. Nigdy w życiu nie prowadziłam chóru ani zespołu. Moja wiedza na temat śpiewu była zasłyszana na warsztatach oraz ewentualnie na zajęciach chóru w szkole muzycznej. Nikt nie uczył mnie dyrygować ani rozpisywać utworów na głosy. Nie znałam się w ogóle na harmonii w muzyce rozrywkowej, czyli między innymi w gospelu. Jedyne, co miałam, to ogromny zapał i chęć podzielenia się z innymi tym, co muzyka gospel wniosła do mojego życia. Uważałam, że reszta zrobi się sama ;) W tym samym czasie pojechałam na warsztaty do Krakowa - polskiej stolicy gospel. Były to 10., jubileuszowe warsztaty w tym mieście. W chórze było ok 450 osób, są to największe warsztaty w kraju. Wtedy nastąpił przełom, po którym magiczna "obecność" stała się na stałe częścią mojego życia. Na warsztatach po raz pierwszy dotarło do mnie, że osobą, do której śpiewamy, jest Jezus Chrystus. Mając masę problemów, o których nie będę teraz pisać, bo nie jest to celem tego tekstu, jak zwykle z ogromnym wzruszeniem i łzami zaczęłam prosić Jezusa, żeby przyszedł i uwolnił mnie, zmienił moje życie, jeśli rzeczywiście On jest Prawdą, tak jak o Nim śpiewamy. Żeby było jasne, zawsze wierzyłam w Boga. Ale nadawałam Mu bardzo różne imiona. Próbowałam postrzegać Go na bardzo różne sposoby. Ale w tamtym momencie pomyślałam konkretnie o osobie Jezusa z Nazaretu, który urodził się w Betlejem, co hucznie co roku obchodzimy, umarł na krzyżu i zmartwychwstał. Właśnie wtedy powiedziałam Mu, że jeśli jest prawdziwy i jeśli to On jest Bogiem, który może mi pomóc, ja chcę Go poznać. Jezus zaczął mi odpowiadać, kiedy wróciłam do Olsztyna. Zaczęło się dziać wtedy bardzo dużo ciekawych rzeczy, o których może innym razem. Zmieniło się też moje podejście do chóru. Zapragnęłam, żeby wszyscy mogli poznać tego Jezusa, który potwiedził mi, że rzeczywiście JEST Bogiem. Zmieniło się też moje podejście do muzyki. Nie musiałam już czekać na warsztaty, żeby doświadczyć radości, spokoju i obecności Boga. Zaczęłam doświadczać tego codziennie! Moje warsztaty gospel trwają teraz przez cały czas! Zobaczyłam też, że muzyka i Bóg mogą, ale nie muszą iść ze sobą w parze. Dzisiaj chór gospel przy LO1 wciąż istnieje i nie muszę już nikogo zachęcać do przychodzenia na próby, a wręcz odwrotnie - często to chórzyści zachęcają mnie, kiedy brak mi motywacji i chęci. Wciąż czasem jeżdżę na warsztaty gospel, ale raczej w celu nauczenia się czegoś nowego, aby móc to przekazać chórowi. Oraz po to, aby spotkać ludzi, którzy tak, jak kiedyś ja, żyją od warsztatów do warsztatów, aby poczuć magiczną "obecność". I opowiedzieć im, że nie muszą na tym poprzestawać, że mogą sięgnąć dalej. Po prawdziwego Boga, którego można znaleźć zarówno w muzyce, jak i w ciszy.

Share

Bóg mnie zmienia!

Posted: poniedziałek, 25 października 2010 by Karolina in
0

Biblia mówi o tym, że jeśli wyznamy Boga Panem naszego życia, Jezus będzie nas zmieniał, kształtował na swoje podobieństwo. W ciągu ostatnich tygodni bardzo mocno tego doświadczam. Wielokrotnie czytałam, jak ważna jest pokora, rozsądek, odpowiedzialność, jednak nigdy nie mogłam znaleźć u siebie żadnej z cech tzw "Bożej kobiety". Wiem, że wciąż dużo roboty przed Panem, jednak widzę, jak bardzo nade mną pracuje. Główną cechą mojej natury jest ogromna emocjonalność i całkowity brak rozsądku. Zawsze najpierw mówiłam, robiłam, a na końcu myślałam. Co więcej, lubiłam to. Ostatnio jednak zaczęłam zauważać, że te rzeczy, które mi we mnie odpowiadały, a które jednak kłóciły się z wzorem jaki podał Pan Bóg, zaczęły mi przeszkadzać. W dodatku nawet to, co nie było złe, Jezus wymienił na coś o wiele lepszego. Początkowo nie bardzo mi się to podobało, jednak widzę, że Bóg chce wykorzystywać te "moje", a raczej jego, nowe cechy. Prosiłam Go, by zrobił ze mnie wielkie, bezkształtne coś i uformował po swojemu. Zadziwiające, że w ciągu kilku dni zaczął robić to w błyskawicznym tempie. Pokazuje mi coraz to nowe rzeczy, nad którymi muszę pracować i daje mi do tego wielką siłę i chęć. Wypracowuje we mnie te cechy, których nigdy nie mogłam się nauczyć. To cudowne, że Jezus żyje, że mogę Go znać i codziennie oglądać Jego działanie!

Jezus dba o naszą relację z Nim

Posted: czwartek, 21 października 2010 by Karolina in
0

Ostatnio przypomniałam sobie o niesamowitym okresie w moim życiu, o którym chciałabym Wam opowiedzieć. Kilka miesięcy temu wciąż brakowało mi czasu, a kiedy już go znajdowałam, traciłam motywację i chęć do modlitwy i czytania Pisma Świętego. Wtedy poprosiłam Jezusa, żeby zrobił coś, abym nie mogła od Niego odejść, żeby mnie trzymał bardzo mocno i nie puszczał, nawet gdybym się bardzo wyrywała. Po kilku dniach zaczęłam czuć się okropnie. Było mi bardzo smutno i miałam ochotę tylko płakać. Nie mogłam się uczyć, jeść. Nie wiedziałam, co się dzieje i zapytałam Pana Boga, o co chodzi. Przypomniało mi się w tamtej chwili to, o co Go prosiłam. Wtedy zaczęłam się modlić, ale tak naprawdę. Nie tylko po to, by odbębnić dzienną dawkę, ale otworzyłam swoje serce dla Pana. Negatywne odczucia zniknęły. Na ich miejscu pojawiła się ogromna radość i rozkosz Bogiem. W ciągu kolejnych kilku dni znów wpadłam w natłok obowiązków i nie spędzałam z Bogiem tyle czasu, by móc nasycić swoją duszę. Znów pojawiło się to okropne uczucie. Padłam na kolana i zrozumiałam - to Jezus pilnował naszej relacji. Przez kolejne kilka miesięcy właśnie w taki sposób Pan Bóg pokazywał mi, jak ważny jest kontakt z Nim. Nauczył mnie, że bez Niego nie mogę funkcjonować, nie mogę oddychać. Pokazał mi też wyraźnie, że nie jest religią, figurką, do której trzeba przyjść, odklepać modlitwę i zakreślić krzyżyk na rozkładzie modlitewnym. Pokazał mi, że liczy się dla Niego moje serce. Uzależniłam się od Jezusa i jest to najcudowniejszy nałóg, jaki tylko mogę sobie wyobrazić!

Moja historia - Magda

Posted: wtorek, 19 października 2010 by Anonimowy in Etykiety:
0

Zapraszamy do zapoznania się z historią Magdy!
Możesz ją przeczytać TU

Jeżeli chciałbyś z nami porozmawiać, pisz na: pokolenieJC@gmail.com

Share

Moja historia - Karolina

Posted: niedziela, 17 października 2010 by KasiaK in Etykiety:
0

Zapraszamy do przeczytania historii Karoliny na podstronie MOJA HISTORIA. Mamy nadzieję, że stanie się ona dla Ciebie inspiracją!

Zapraszamy również na spotkania młodzieżowe w każdą sobotę o godz. 17:00 (o zmianach będziemy informować), które ruszyły już pełną parą w nowym roku szkolnym! Więcej info na temat spotkań - TU.

Jeżeli chciałbyś z nami porozmawiać, pisz na: pokolenieJC@gmail.com

Share