BIWAK W LINOWIE!

Posted: czwartek, 30 czerwca 2011 by radosny in
0




Dla tych którzy jeszcze nie wiedzą a czasem naszego bloga odwiedzają, ekipa Pokolenie JC jedzie w dniach 4-10 lipca 2011 wraz ze znajomymi na biwak do Linowa k/Szczytna
Wyświetl większą mapę.


Jeżeli chcesz spędzić czas inaczej niż siedząc w domu, mamy dla ciebie propozycję. Przyjedź do linowa gdzie czeka na ciebie:

- Jezioro (a nawet prysznic)

- Codzienne ogniska (kiełbasa we własnym zakresie)

- Sporty i gry planszowe

- Ciekawe wykłady/rozmowy na trudne życiowe tematy

- Ciekawi ludzie (Tacy których może znasz i tacy których nie znasz)

- Masa zabaw, wygłupów, spacerów, rozmów i całego biwakowego klimatu.

Jak nam się to uda zależy od waszej chęci. Potrzebujesz tylko:

- Namiotu

- 50 zł (zrzuta na jedzenie)

- Środków higieny osobistej (co uważasz za słuszne)

- I oczywiście wszystkiego co potrzebne by przeżyć (więcej przydatnych info tutaj ---> http://www.beargrylls.com.pl/)

- jeśli chcesz pouczyć się lub poćwiczyć kręcenie poikami to zabierz ze sobą 2 długie podkolanówki i 2 piłeczki do tenisa - będzie możliwość nauczenia się tego

Jeżeli jesteś zainteresowany możesz uzyskać więcej info na facebook'u lub pod adresem email pokoleniejc@gmail.com

Zgłoszenia również przyjmujemy pod adresem email: pokoleniejc@gmail.com

http://www.facebook.com/event.php?eid=223807664313747

Znasz już tę historię?!?

Posted: wtorek, 21 czerwca 2011 by Pavo in
0



Jeśli nie widzisz polskich napisów, kliknij na znaczek "cc" na dole okienka z filmem.

Dlaczego czytam Biblię?

Posted: środa, 25 maja 2011 by KasiaK in
0



Biblia jest podobno najczęściej wydawaną książką na świecie. Według niektórych danych została przetłumaczona na blisko 2 500 języków, a rocznie sprzedawanych jest około 20 000 000 (słownie: dwadzieścia milionów) egzemplarzy. Jednocześnie trzeba przyznać, że wcale nie jest lepiej znana (w Polsce) niż „Potop” czy „Pan Tadeusz” (jak widać na filmiku powyżej).

Pamiętam mój pierwszy osobisty, niczym nie przymuszony, wynikający jedynie z własnego zainteresowania kontakt z Pismem. Ktoś mi powiedział, że księga Apokalipsy św. Jana jest straszna i tajemnicza… więc zacząłem czytać. Przeczytałem pierwszych kilka rozdziałów i skończyłem. Kolejny raz sięgnąłem po nią, kiedy już byłem nieco bardziej myślącą istotą (jakieś 5 lat później). Miałem za sobą „solidne” przygotowanie z liceum i głowę pełną własnych pomysłów na świat. Zacząłem tym razem nie od końca, ale od początku. Przeczytałem pierwszych kilkanaście rozdziałów (!)… i poddałem się. A w zasadzie to się znudziłem. Opowieści o jakichś ludziach sprzed lat, że ten miał tyle kóz, a tamten tyle. Trochę krwi i nieporozumień rodzinnych. No i co jakiś czas w fabule pojawiał się taki ktoś, który nie wiedziałem do końca jaką odgrywa w tym wszystkim rolę – mam na myśli Boga. Oczywiście chodziłem w szkole na religię, ale starałem się podejść do tekstu obiektywnie – stanąć jakby obok włożonej do mojej głowy wiedzy. W wyniku tego zobaczyłem, że Bóg jakoś dziwnie odstaje od tej narracji. Mogłem zrozumieć i wczuć się w sytuację ludzi, ich dylematy – w końcu sam jestem człowiekiem – jednak kiedy na scenę wkraczał Bóg, miałem wrażenie, że nie pasował On do tego (a może raczej mojego) świata.

Któregoś dnia pojechałem ze znajomymi na pewien festiwal (www.slot.art.pl), na którym poznałem ludzi, którzy nazywali siebie chrześcijanami i w przeciwieństwie do „chrześcijan”, których znałem na co dzień, kochali Jezusa, ufali mu i naprawdę chcieli z Nim żyć i Mu się podobać. Miałem czas i możliwość posłuchać ich i powiedzieć im o swoich wątpliwościach odnośnie wiary. Nie mogę powiedzieć, że wszystko rozumiałem i miałem poukładane w głowie (jeśli chodzi o wiarę), kiedy poprosiłem ich o modlitwę. Powiedziałem do nich: „Pomódlcie się o moje nawrócenie”, a oni z chęcią i z uśmiechem na ustach posadzili mnie na trawie i zaczęli się modlić. Nie wiedziałem, co będzie się działo, ale wiedziałem, że chcę poznać tego Kogoś, o kim tyle mówili. Już wcześniej sam próbowałem się otworzyć i odezwać szczerze do Boga, jednak coś mnie jakby oddzielało od Niego (lub nawet odpychało, wbrew mojemu wewnętrznemu pragnieniu zbliżenia). Podnosiłem ręce tak, jak inni, śpiewałem: „Wielbię Cię”, zamykałem nawet oczy (tak mocno, że aż mnie twarz bolała)… nic nie poskutkowało. Nie wiedziałem, co oni widzą i czują, czego ja nie widzę i nie czuję. Jednak wtedy, gdy moi znajomi zaczęli się o mnie modlić, ja poddałem się i powiedziałem po prostu: „Jezu, jeśli jesteś, przyjdź i mnie dotknij”. Już mi się odechciało kombinować, ale te słowa wyrażały szczere pragnienie. W odpowiedzi stało się coś cudownego. Doświadczyłem, że ktoś przy mnie jest, a nawet bardziej niż przy mnie – we mnie! Coś we mnie się zmieniło, pękło. Zacząłem się modlić, jak nigdy przedtem i co najważniejsze – wiedziałem, że to ma sens, że ktoś mnie słucha, że ktoś odpowiada.

Tego samego dnia otworzyłem ponownie Biblię, ale tym razem nie mogłem przestać czytać. Różnica była kolosalna – teraz najciekawszą i najwłaściwszą postacią, jaka pojawiała się na kartach Biblii był Bóg. Ten, który wcześniej nie pasował mi do całości, teraz musiał tam być! W zasadzie to wszystko się tak poprzewracało w mojej głowie, że to nie miałoby sensu, gdyby Jego nie było w tej książce. Od tego czasu minęło sporo lat i wciąż nie mogę przestać czytać Biblii. Co się zmieniło? Poznałem autora. Jeśli nie znasz Boga, to Biblia nie będzie ciebie interesować (a o tym, że poznać Go można i jest to konieczne, przeczytaj w „Ile za niebo?”). Gdybyś otrzymał list od jakiegoś Iksińskiego, który pisałby o sobie i swoim życiu, to pewnie zanudziłbyś się na śmierć. Jednak gdyby się okazało, że w twojej skrzynce jest list od ukochanej osoby, to pewnie nie mógłbyś się oderwać od czytania i wciąż byłoby ci mało.

Z tego właśnie powodu czytam Biblię. A dzięki temu, że moim bliskim znajomym jest Jezus, zawsze mogę zwrócić się do Niego o pomoc w zrozumieniu Pisma i zawsze ma dla mnie czas i cierpliwość, aby tłumaczyć to, co trudne. Biblia jest dla mnie jak list od Ojca, w którym On mówi mi o sobie samym i o mnie. Biblia jest dla mnie jak historia mojego życia i życia moich przodków – dotyczy mnie na maxa. Nie jest jak encyklopedia, ale bardziej jak email od przyjaciela lub status na Facebooku informujący mnie co myśli lub co robi bliska mi osoba (lub jak komentarze do mojego statusu :)). Gdybym jej nie znał, to nie byłbym w stanie nic o niej przeczytać, a jeśli nawet, to nic bym z tego nie zrozumiał.

Czy dołączyłeś już do grona znajomych Jezusa? Jeśli nie, to ciężko będzie ci odebrać Jego świeże myśli na co dzień, a bez nich można nieźle się pogubić.

radosny

Chwasty codziennego życia

Posted: wtorek, 17 maja 2011 by KasiaK in
2


Czy czasami nie jesteśmy skłonni do dzielenia naszego życia na dwie sfery – życia codziennego, która zajmuje większość naszego czasu, i „życia z Bogiem”? Niekiedy nawet zdajemy się być dwoma zupełnie innymi osobami, w zależności od tego, w jakiej sferze aktualnie się poruszamy. Boga wpuszczamy tylko do tych momentów naszego życia, w których jesteśmy przygotowani na to, że On patrzy. Chcemy, aby widział, że jesteśmy w kościele czy robimy jakieś dobre rzeczy. Natomiast są chwile, w których wolimy myśleć, że akurat teraz Bóg na nas nie patrzy. Biblia mówi, że przed Bogiem nie można się ukryć – On jest wszechobecny. Nie tyle obserwuje nas „z góry”, jak często sobie wyobrażamy, ale ciągle jest obok nas, niezależnie od tego, gdzie my się znajdujemy. I z pewnością interesuje Go każda chwila naszego życia, a nie tylko momenty przeznaczone przez nas na rzeczy duchowe.

Jeśli relacja z Bogiem jest dla nas ważna, musimy pamiętać, że wpływ na nią ma nie tylko sposób, w jaki żyjemy podczas „duchowego trybu życia”. W oczach Boga nasze życie jest całością. W 15 rozdziale Ewangelii Jana Jezus mówi: „Trwajcie we mnie”. Wskazuje to na ciągłość naszej relacji z Jezusem. Nie mówi On: „Trwajcie we mnie podczas modlitwy” czy „Trwajcie we mnie, kiedy jesteście w kościele”. Czy możesz powiedzieć, że nieustannie trwasz w Jezusie, czy też przypominasz sobie o Nim tylko podczas funkcjonowania sfery „duchowej”? Jeśli chcemy, aby nasza relacja z Bogiem była obfita, pełnowartościowa i dająca spełnienie, musimy zdać sobie sprawę z tego, że wpływ na nią ma każda chwila naszego dnia. Małe decyzje, które podejmujemy w ciągu dnia, mogą być kluczowe dla kształtowania się naszych życiowych priorytetów. Jakiej muzyki będę słuchać? Jaką książkę będę czytać? Co obejrzę w telewizji? Na jakie strony internetowe wejdę i ile spędzę na nich czasu? Z kim się spotkam i gdzie? Złe decyzje mogą skutecznie zaśmiecić nasze serce i oddalić je od serca Boga, a nawet całkowicie zabić w nas tęsknotę za Nim i potrzebę spędzania z Nim czasu. Jezus w przypowieści o siewcy (Ew. Łk 8,5-15) mówi o rozsiewanym ziarnie, którym jest Słowo Boże, i porównuje słuchających go ludzi do czterech rodzajów gleb. Jedna z nich chętnie przejmuje ziarno, jednak później pojawiają się ciernie - chwasty, skutecznie tłumiące to, co robi w nas Bóg. Te ciernie to właśnie, jak mówi Jezus, "troski, bogactwa i przyjemności życia". Ich działanie nie jest nagłe, lecz rozrastają się one stopniowo i niepostrzeżenie.

Kiedyś słyszałam ciekawą historię. Pewien człowiek bardzo lubił chodzić do kina, robił to codziennie. Był on wierzący i zastanawiał się, co myśli Bóg o jego codziennych wyjściach do kina. Ktoś doradził mu, aby zabrał ze sobą do kina nie kogo innego, jak samego Jezusa ;) Ten człowiek poszedł więc do kasy, kupił 2 bilety i usiadł wygodnie w fotelu, mając obok siebie wolne miejsce, przeznaczone dla Jezusa. W trakcie seansu człowiek postanowił wyjść z sali ze względu na swojego przyjaciela, siedzącego obok. Chyba film nie bardzo mu się spodobał…

A co by się stało, gdybyś Ty zaprosił Jezusa do swoich codziennych spraw? Czy spodobałaby Mu się muzyka, której byście słuchali czy filmy, które byście razem oglądali? Czy czułby się dobrze wśród Twoich znajomych?

Trwanie w Jezusie nie jest ascezą. Nie chodzi o maksymalne ograniczenie wszelkich informacji, dochodzących do ciebie i zrezygnowanie z jakichkolwiek rozrywek. Bóg jest dobrym Bogiem i zależy Mu na naszym dobrym samopoczuciu. Strach przed wpuszczeniem Boga do sfery życia codziennego wynika z braku zaufania Jego dobroci i miłości. Nasz Stwórca dobrze wie, że potrzebujemy odpoczynku, rozrywki i przyjaciół. Jego celem nie jest zagonienie nas do komory i zmuszenie do 24-godzinnej modlitwy, najlepiej o chlebie i wodzie. On pragnie, abyśmy chcieli żyć z Nim 24 godziny na dobę – jedząc śniadanie i dziękując Mu za pyszne jedzenie, idąc do szkoły i pracy, spędzając swój wolny czas tak, aby móc rozwijać w sobie coraz więcej pozytywnych rzeczy, spotykając się z ludźmi, którzy wniosą coś wartościowego do naszego życia albo do których życia my będziemy mogli wnieść coś wartościowego, opowiadając im o Jezusie. On tak bardzo nas pokochał, że pozwala nam mieć ze Sobą więź bliższą nawet, niż w relacji małżeńskiej – małżonkowie stają się „jednym ciałem”, z Bogiem możemy stać się „jednym duchem”! „Trwajcie we mnie, a ja w was” – mówi Jezus. Twój Bóg pragnie przebywać w tobie, jeśli tylko ty zgodzisz się dzielić z Nim swoje życie.

Najdrobniejsza czynność, którą wykonujesz, każda myśl, która się pojawia w twojej głowie – ma wpływ. Nie przeocz tego. Biblia mówi: „Co człowiek sieje, to i żąć będzie”. Czy zasiejesz dziś w sobie coś, co upiększy twój duchowy ogród, czy też zapełnisz go chwastami, zależy od ciebie.

Znaczenie Świąt Wielkanocnych

Posted: sobota, 23 kwietnia 2011 by KasiaK in Etykiety:
0

Wielkanoc ma swoje źródło w żydowskim święcie Paschy. Jest to święto biblijne, którego przestrzeganie zalecił Izraelitom sam Bóg. Pascha miała być pamiątką wydarzenia, które towarzyszyło Żydom przy ich wyjściu z Egiptu. Kiedy faraon po wielu dotykających jego kraj plagach wciąż nie chciał wypuścić ludu Bożego z ziemi egipskiej, Bóg postanowił ostatecznie objawić mu swoją moc. Nakazał Izraelitom, aby przygotowali baranka, pomazali jego krwią drzwi swoich domów, a następnie spożyli wieczerzę w swoich rodzinach. W nocy śmierć miała dotknąć wszystkich pierworodnych w kraju. Jedynie domy, oznaczone krwią baranka, miały zostać pominięte. Wspaniałość symboliki tego święta możemy zrozumieć dopiero wtedy, gdy zwrócimy uwagę na wydarzenia opisane w Nowym Testamencie – śmierć i zmartwychwstanie Jezusa. Jezus został ukrzyżowany w czasie świętowania żydowskiej Paschy, a prorok Izajasz w ten sposób mówił o nadchodzącym Mesjaszu: „Dręczono Go, lecz sam się dał gnębić, nawet nie otworzył ust swoich. Jak baranek na rzeź prowadzony, jak owca niema wobec strzygących ją, tak On nie otworzył ust swoich”(Iz 53,7). Jedynym symbolem wielkanocnym, który ma powiązanie z chrześcijaństwem, jest baranek. Tak, jak niewinne zwierzę było zabijane przez Izraelitów, tak Jezus, chociaż był bez grzechu, został uznany za przestępcę i ukrzyżowany. Co więcej – tak, jak krew baranka ratowała domy Izraelitów przed śmiercią, tak krew Jezusa ratuje przed śmiercią nas, niezależnie od naszej narodowości. Bóg nie patrzył na to, kto znajdował się w pomazanym krwią domu – zwracał uwagę jedynie na oznaczenie, którego wykonanie zalecił. Jezus Chrystus umarł na krzyżu, aby uratować przed duchową śmiercią każdego, kto się do Niego zwróci. Żydzi musieli uwierzyć Bogu i zgodzić się na Jego sposób uchronienia ich przed śmiercią. Podobnie my dzisiaj musimy uwierzyć, że Jezus jest dla nas jedynym sposobem na uniknięcie śmierci za nasze grzechy. Zmartwychwstanie Jezusa natomiast jeszcze bardziej upewnia nas w tym, że On jest godzien zaufania i rzeczywiście ma moc dać nam życie wieczne. Zmartwychwstając, Chrystus udowodnił, że jest Panem życia i śmierci. Jeśli mógł powstać z martwych, oznacza to, że może również nas wzbudzić do życia, choćbyśmy nawet umarli (Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. – mówi Jezus w J 11,25).

Śmierć i zmartwychwstanie Jezusa, to nie są mity czy bajki. Wydarzenia związane z Jego życiem są historycznie udokumentowane. Rękopisów, potwierdzających historyczność tych wydarzeń jest o kilka tysięcy (!) więcej niż na przykład rękopisów, mówiących o istnieniu Juliusza Cezara. Dzisiaj żaden poważny historyk nie odważy się podważyć faktu śmierci Jezusa. Ale również faktu Jego zmartwychwstania, które wydaje się być wydarzeniem niemożliwym i fantastycznym, do dziś nikt nie potrafi obalić! Tworzone są różne teorie spiskowe związane ze Zmartwychwstaniem, jednak są one na tyle trudne do udowodnienia, że najbardziej wiarygodną wersją zdarzeń wydaje się być po prostu to, że Jezus rzeczywiście powstał z martwych. Nowy Testament w formie historycznej relacji dokładnie opisuje wydarzenia związane ze zmartwychwstaniem Jezusa. Według tych relacji ponad 500 osób widziało zmartwychwstałego Jezusa, a wielu z nich w momencie opisywania tych wydarzeń jeszcze żyło! Czy apostoł odważyłby się pisać o tym, gdyby wiedział, że odbiorca jego listu, sprawdzając te informacje i docierając do rzekomych naocznych świadków, natknie się na kłamstwo? Na jakiej podstawie stwierdzamy, że zmartwychwstanie jest niemożliwe? Czy nie uważamy tak tylko dlatego, że jest to rzecz ponad naturalna? Jeśli tak, dlaczego myślimy, że rzeczy ponad naturalne nie mogą mieć miejsca? Skoro Bóg jest dawcą życia, bez problemu może przywrócić życie komuś, kto umarł. Również my, jeśli uwierzymy zmartwychwstałemu Jezusowi, możemy mieć pewność, że choćbyśmy umarli, jednak powstaniemy do życia!

Składamy wszystkim serdeczne życzenia z okazji Świąt Wielkanocnych! Niech w tym czasie w Waszych sercach nastąpi głębokie zrozumienie śmierci i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa - z pewnością dwóch najważniejszych wydarzeń w historii świata!


Wiara dostarcza cudów!

Posted: niedziela, 17 kwietnia 2011 by anya. in
1


Abraham musiał żyć tak blisko Boga, ta relacja musiała być na tyle rzeczywista, że był on w stanie zrobić wszystko, co rozkazał Bóg. Wiem, że Abraham musiał mieć także mnóstwo pokory i uległości wobec Niego i nigdy nie był mądrzejszy, ale zdanie Ojca było najważniejsze, obojętnie czy mieściło się w ludzkim umyśle, czy zdawało się być irracjonalne.

Abraham można powiedzieć, że dość dobrze znał Boga. Nie wiem, czy można stwierdzić o kimś, że Go zna, ale na pewno po części jest to możliwe, przez doświadczenia, różne wydarzenia…. Takich doświadczeń miał możliwość przeżyć Abraham bardzo często. Dlatego kiedy usłyszał, że ma po prostu złożyć ofiarę ze swojego największego szczęścia, pierwszego w życiu dziecka, na które czekał kilkadziesiąt lat, nie pomyślał nawet o jakimkolwiek nieposłuszeństwie. Tak Bóg powiedział, tak należy zrobić! Cóż za pokora! Abraham wczesnym rankiem ruszył w podróż w celu dokonania Bożego rozkazu. Jednak w trakcie wędrówki powiedział sługom:"ja i chłopiec pójdziemy tam (na górę Moria, gdzie miał zabić swojego syna), a gdy się pomodlimy, wrócimy do was.” 1Moj.22:5. Co mógł przeżywać Abraham w czasie tej trzydniowej wędrówki? Myślę, że zastanawiał się jak Bóg z tego wybrnie, co On przygotował, skoro zapowiedział już dawno potomstwo „tak liczne jak gwiazdy”, niemożliwe do policzenia, potomstwo z tego właśnie syna, Izaaka! W Hebr.11:19 jest napisane: „sądził, że Bóg ma moc wskrzeszać nawet umarłych…” i pewnie z taką nadzieją szedł w kierunku góry Moria. Szedł, ale był gotowy to zrobić!

Wyobrażasz to sobie? Cóż za miłość do Boga – miłość przewyższająca wszelkie czyny, wszelkie inne obiekty miłości…miłość wielka, ale połączona z pełnym zaufaniem wobec obietnic. Abraham słynie z wielkiej wiary. Był zawsze w swoim życiu w tym miejscu, w jakim miał być!

Czy mnie stać na małe kroki wiary? W sprawach codziennych często mamy okazję sprawdzić tą naszą wiarę i miłość. Nasza miłość musi być połączona z wiarą! Czy Izaak wrócił razem z ojcem do Sary? Oczywiście!!! I tak oczywista jest wierność naszego Boga! Jeśli dał Ci jakąś obietnicę, jeśli zapisał jakieś obietnice w Biblii, to masz tylko czekać cierpliwie na ich spełnienie. W każdej sprawie.

Stan beznadziejny?

Posted: czwartek, 14 kwietnia 2011 by anya. in Etykiety:
0




Można powiedzieć, że sytuacja Hagar stała się bardzo trudna w pewnym momencie jej życia. Wyrzucona na pustynię z chlebem i bukłakiem wody, miała pod opieką syna, Ismaela. Jak może czuć się osoba w takim stanie? Przecież gorący piasek na pewno nie daje perspektyw na przeżycie dwóm bezbronnym istotom. Hagar czuła się na tyle słabo, jej stan wydawał się na tyle beznadziejny, że stać ją było jedynie na ostatni krok - porzucenie małego szczęścia i oczekiwanie na śmierć. Nie miała żadnej nadziei, tak jak horyzont na pustynie jest bogaty jedynie w pagórki piachu, tak w jej sercu, myślę, nic nie widniało na horyzoncie, żadna roślinka poprawy sytuacji, żaden krzew orzeźwienia, żadna nadzieja. Czekała tylko na najgorsze.
Nie chciałabym znaleźć się w jej położeniu, które przetłaczało ją zarówno na ciele jak i na duszy! Ale czy jej stan był rzeczywiście beznadziejny? Może był. Jednak tylko teraz i tylko dla niej. Ktoś z Góry miał daleko szersze horyzonty i miał inny plan dla życia tej kobiety. Tak, jak często Bóg niespodziewanie odwraca bieg różnych zdarzeń, tak nieoczekiwanie zaskoczył Hagar. Anioł Boży zawołał do niej z nieba i wskazał na Boga, na Jego plany wobec Ismaela, dotyczące przyszłości. Nikt nie będzie umierał! Twoje położenie jest tylko chwilowe, przejściowe, ale na tym nie koniec! Ja wszystko widzę, patrzę na Ciebie z nieba, a Twoje życie, każda chwila nie jest mi obojętna.
Chcę Cię uratować!
Bóg otworzył oczy strudzonej Hagar tak, że nagle spostrzegła studnię z wodą! Wybawienie było tak blisko! W jednym momencie Bóg sprawił uśmiech matki, dał możliwość ratunku, rzecz niezbędną w tej trudnej chwili i przede wszystkim dał świadomość, że On jest, że On nigdy nie porzuca swego stworzenia, że Ona daje obietnice an przyszłość, że nasze życie składa się w przeróżnych zdarzeń, z chwil radości i momentów załamania...
a to wszystko, żeby pokazać Swoją moc i Swoje rozwiązania!
Odtąd Hagar i Ismael mieszkali na pustyni, a Bóg był z nimi.
Może Twoja sytuacja też nie daje nikomu okazji do zazdrości, jest Ci ciężko, nie chce Ci sie żyć, bo nie widzisz sensu, nadziei, nie oczekujesz i nie spodziewasz się jakiejkolwiek zmiany...? On widzi daleko więcej, wybiega w przyszłość, a to, co teraz przeżywasz jest jedynie kawałkiem długiej drogi. Pustynia też ma swój kres...
I Mojżeszowa 21:8-21